13.2.09

Od samego początku coś kręciłam...

Hmm... na początku był niezidentyfikowany markowo, trójkołowy pojazd. Prawdopodobnie mój brat dokonał na nim pierwsze, dłuższe dystanse na naszym podwórku;P Pamiętam do dziś poobdzierane kolana mojego kuzyna, który zjechal na nim po schodach. Pojazd był sórowy w wykonaniu: metalowe, zardzewiale rurki (nie pamiętam dobrze koloru karoserii), drewniane siedzisko, małe, obłe w kształcie kółeczka. Jeździłam na nim dopuki sie nie posypał. Potem była Poziomka... Większe kółka + dwa boczne suportujace, biało-czerwony pocisk samo-nakierowujący:P Pierwsze świece, wiraże;P Czas leciał... a że rower nie rósł razem ze mną, musiałam poszukać sobie czegoś innego. Na horyzoncie pojawił sie on, zielony składak mojego brata! Miał całkiem ciekawy system utrzymania na nim równowagi ( do nauki służył długi kij, umieszczony przy sztycy, trzymany przez tatę lub dziadka) Nie zapomnę tego widoku, jak na nim jechałam a tata leciał za mną;P. Długo mi nie służył, gdyż jestem córką blacharza samochodowego. Garaż taty był niesamowitą kopalnią zabaw (podawanie kluczy, zabawa lewarkiem, wyrób biżuterii z miedzi i drutów). Przyszedł czas na "serwis rowerowy", który skończył sie tym, ze w wieku 6-7 lat rozebrałam składaka aż do kulek łożyskowych;P... Później mój brat kilka razy dał mi się "karnąć" damką dziadka. W latach dalszych pojawiła sie pierwsza szosówka, na której mój brat miał wypadek (spokojnie, nie z samochodem:). Dalej składak od babci Basi i w końcu... pierwszy GÓRAL FIRMY ROMET! Dostałam go na Komunię. Zaczęły sie pierwsze wycieczki rowerowe do Myślecinka i z powrotem (z tatą i Jarem). Następnie zmieniono nam wychowawcę w podstawówce. Był nim Pan Irek, który propagował aktywny tryb życia wśród młodzieży;P Organizował nam wycieczki rowerowe w cieplejszych miesiącach szkolnych. Koronowo, Borówno i Pieczyska - miejsca pierwszych wypraw. Skończyłam gimnazjum, dostałam sie do Liceum Plastycznego. Rowerowanie ustapiło miejsca Karate i pływaniu... Do momentu zapoznania się z Tomaszem Urbanem (dalej: Tomaszurem:). Zaraził mnie Masą Krytyczną i mocniejszym kręceniem. Pamiętam, że to było przed moją 18-stką. Za kesz uzbierany z urodzin kupiłam sobie PROFESJONALNEGO, ALUMINIOWEGO GIANTA! Był śliczny, niebiesko-srebrny, troche za duży (19' bo nie było mniejszych i tańszych;P Tomek mi doradził;). Nakreciłam na nim wiele kilmetrów (długodystansowe wycieczki, pierwsze zawody XC). W ramach rozwoju mojego związku z Tomaszurem i chęci trenowania, dostałam pierwsze pedąły SPD, których nie zamienię na platformowe, już nigdy w życiu!!! Tomaszur odpicował mi rower, przełożył amora Axona i wiele komponentów, które wylajtowały mi bike'a :D. Po pewnym czasie jeżdżenia, okazało sie,ze rama 19' nie służy mi najlepiej na kregosłup. Ramę oddałam w dobre rece - do Pana Henia:). Tomasz załatwił mi ramke FELT'A 17,5'. Służy mi bardzo dobrze. Później, a właściwie, to obecnie na drugim roku studiów w Poznaniu nastapił przełom... Dostałam w spadku od Gosi rower szosowy (była dziewczyna Tomaszura, pozdrawiam serdecznie!). Jest to FAVORIT ROKYCANY (fabrycznie był niebieski, obecnie- kokosowy). Został przemianowany na COCO BIKE (pieszczotliwie: KOKOS, COCO MONSTER;P), ponieważ lakiernik przemalował go na kolor kokosowy, a nie na biały:). Kokos to prawdziwy miejski pocisk, tnie chodniki jak żyletka :D Tomaszur przerobił mi go na single speeda. Po mięsiacu intensywnego trenowania i ujeżdżania do szkoły, schudłam w kulasach 5 kilasów. Przewiduję w nim na dniach lekkie modyfikacje techniczne: wymiana kierownicy na obcietego barana i czerwoną owijkę. Hmm... muszę znaleźć jakieś zdjęcia;P

Brak komentarzy: