10.10.10

Weekend jak zawsze w wiecznym pośpiechu... Jak to Kate mówi, w "rozkroku".  Wszystkie plany poszły precz w las. Mama Toma spadła ze schodów - okazało się, że złamała sobie kość w stopie i będzie musiała nosić gipsowego kozaka przez cztery tygodnie. Nie udało mi się uszyć na maszynie (samodzielnie), mojej pierwszej bluzki. Co najgorsze? Mój tata zaczyna tracić świadomość - przez silne środki przeciwbólowe i agresywnie postępującą chorobę. Jest ciężko... 

W sobotę odbył się Kitowski Alley Cat - zdjęcia ze startu niebawem, jak tylko rozkminię dlaczego nie mogę wrzucić ich na bloga :/. Tom się rozjebucił na betonowym kwietniku jadąc na rowerze, przez co nie ukończył AC, przez co nie mam zdjęć z finiszu. Jest za to galeria Kity :D


Kitowski SkwerKat 09.10.2010

Brak komentarzy: